04.15.08
Pokolenie JPII
Pani Zofia przystanęła na chwilę. Rozejrzała się uważnie dookoła. Kolorowe światła na scenie, barierki okalające plac, ludzie dość ciepło ubrani jak na pierwsze dni kwietnia, Jego portret, pod nim kwiaty i znicze. Jest i biały namiot, gdzie harcerze rozdają świece. Podeszła bliżej.
- Po ile znicze ?-zapytała.
- Co łaska- odpowiada z zadowoleniem jeden z chłopców.
- To na Parkinsona – pospiesznie dodała stojąca obok z zapalonym zniczem staruszka.
Pani Zofia wrzuca do skarbonki kilka monet. W zamian dostaje zapalony znicz z naklejką fundacji, którą właśnie wspomogła.
I ja wrzucam pieniądze do skarbonki. Wybieram jeden z wielu. Czerwony. Schodzą najszybciej, już prawie sie kończą. Zostają tylko żółte i pomarańczowe. Czerwony kojarzy się z miłością, z żywa miłością, namiętnością, a może z krwią, cierpieniem, czerwonym ornatem kapłana, tym z drogi krzyżowej. Harcerz zapala teraz i moje światełko. Pani Zofia stoi obok, w zamyśleniu przygląda się małemu ognikowi w czerwonym lampionie. Ciepło świecy odbija się w jej oczach. Podnosi wzrok, patrzy na duże zdjęcie w oddali.
- Idę to tam postawić – powiedziała kierując słowa w moją stronę – nie sposób o Nim nie myśleć. Bardzo mi Go brakuje. Każdego dnia. Pamiętam tamtą audiencje. Ucałowałam pierścień. To było takie ważne. Takie niewiarygodne.
Zadziwił mnie spokój w spojrzeniu i głosie tej starszej kobiety.
- Takiego człowieka nie będzie już nigdy – dodaje, po chwili namysłu – Ja lubię tego papieża, który jest teraz, ale to już nie to samo. On był jedyny. On był…- nagle milknie. Słychać próbę przed zbliżającym się koncertem dla Niego, dla tych, którzy Go słuchali. Z głośników płyną w przestrzeń słowa.
- Słyszy Pani? To ten głos- dodaje, wracając wzrokiem z oddali, znów patrzy na płomień w swoim czerwonym zniczu. – Tym się żyło proszę Pani, i żyje sie nadal . Cieszę się, że mogę tu przyjść po raz kolejny i zostawić świecę. Byłam tu jak umierał, byłam rok i dwa lata temu. Też zostawiałam. Mam też kwiatki – mówiąc to pokazała mi bukiet tulipanów w papierowej torbie.
- Zostawi je Pani tutaj ?
- Nie. Zabiorę do domu. Postawie je w wazonie. Niech żyją.
Znów spojrzała na Jego twarz w oddali. Zdjęcie zrobione w 1979 roku, na Placu Piłsudskiego, przez jednego z fotografów agencji prasowej. Duży porteret, ukazujący twarz młodego papieża, z tym zatroskanym i wesołym zarazem spojrzeniem, ukochanym przez Panią Zofię. To spojrzenie, spotyka się teraz z Jej wzrokiem. To dla Niego żyje, dla Niego przychodzi tu co roku aby zapalić czerwony znicz.
Przychodzą też inni.