05.12.08

melodia starego miasta

Opublikowany w o chwilach różnych @ 22:17 - autor: matyllda

Minęłam Kolumnę Zygmunta. Słyszę gdzieś w oddali skrzypce, ale nigdzie nie widzę tego, który gra. Słysze je coraz wyraźniej, teraz i wiolonczelę, ale nie ma muzyków, nigdzie nie ma tych, którzy nadają powietrzu tego melodyjnego brzmienia. Rozglądam sie dookoła, dziwne uczucie, słychać muzykę, tak wyraźnie, dźwięki są gdzieś blisko. Wchodzę w ciasną uliczkę. Młody chłopak przechodzi obok mnie, zdziwiony pytając kolegę: ”Skąd nap…la ta nuta?”. W tym momencie mijamy siebie i muzyków stojących tuż za zakrętem, na tle czerwonej ściany starej zabytkowej kamienicy. Samotna melodia skrzypiec rozbrzmiewa teraz w ciepłym, rozświetlonym słońcem powietrzu. Po chwili tęskną samotność skrzypiec wypełnia poważna, zdecydowana wiolonczela. Dźwięki uzupełniają się po chwili, przejmują się nawzajem, dopełniają, tworzą razem nową, żywą, radosną melodię, pełną zawirowań i ukojenia jednocześnie, miłosnej niepewności w poczuciu radości i stabilizacji. Melodia wypełniła całą ulicę. Z każdym moim krokiem delikatnie cichnie, wciąż jednak trwa. Słychać jednak coś więcej. Odnoszę wrażenie, że melodia jest rozbudowana, w pełni przenika każdy centymetr ulicy, na której dźwięki skrzypiec i wiolonczeli są tylko pierwszoplanowymi instrumentami, jak soliści w filharmonii. Słyszę, bowiem całą gamę dźwięków uzupełniających się w danej chwili z zaskakującą precyzją. Gwar rozmów w różnych językach świata, wkomponował się w dwa wiodące instrumenty, wypełniając wąską uliczkę. Na powstałą melodię i dźwięki nakłada się w rytmie głos wyrwany z rozmowy mijających mnie ludzi. Zabrzmiał dźwięk bankomatu, po chwili suszarka w mijanym zakładzie fryzjerskim, zaszczekał pies, rozmowa ulicznych grajków. Doszedł i zapach, choć na krótką chwilę. To kadzidła ze sklepu indyjskiego. Następnie zapach czerwonego wina i ciepłego ciasta z restauracji, słodkie kwiaty ulicznej kwiaciarki, szlachetny zapach perfum. Jak zwrotki utworu, kolejne takty, wszystko to wplecione w cichnącą z każdym krokiem wspólną melodię skrzypiec i wiolonczeli. Oba instrumenty słychać do końca już razem. Melodia nie brzmiałaby, gdyby grały osobno. Ta melodia prawdopodobnie w ogóle by nie powstała.

Skrzypce ucichły, wiolonczela też. Pies już nie szczeka, minęłam też bankomat i zakład fryzjerski. Pozostał uliczny gwar. Rozmowy nieznanych sobie ludzi komponują się razem w jedną całość. Ale i one cichną, z każdym krokiem.

04.16.08

próchno

Opublikowany w o chwilach różnych @ 22:17 - autor: matyllda

- Talent masz kolego wiesz? I to nie jeden.

- Raczej nie …bo zakopuję swoje talenty skrzętnie w ogrodzie…

-Dlaczego?

- Nie wiem

- Jak sie nie wie, trzeba pytać, chyba że się nie chce, chociaż tak na prawdę to strach nasz, nie niechciejstwo.

- A Ty ? Co robisz ze swoimi talentami?

- Staram się o nie, ale brakuje mi już sił… Ale czemu je zakopujesz ? Nie lepiej zostawić je gdzieś pod drzewem…przynajmniej będziesz miał na nie oko.

- Nie, zaraz ktoś je zabierze

- Są Twoje, będą leżeć w Twoim ogrodzie…Myślisz, że złodzieje talentów istnieją?

- Tak, znam nawet jednego, nazywa się CZAS

- Słyszałam o NIM. Podobno jest bezwzględny

- Odkopujesz talenty po latach, a tu się okazuje, że próchno…

- No to po co je zakopywać skoro i tam je znajdzie?

- Łatwiej iść przez życie, jak nie ciążą w kieszeni.

-A może tak, dać im wolność! Pozwolić dorosnąć i żyć?

- Może…

- Podobno dostaje się je od Boga…

- No tak…

04.14.08

niezgrabny porządek

Opublikowany w o chwilach różnych @ 22:17 - autor: matyllda

Czasem coś zapisujemy. Któregoś pięknego dnia znajdujemy owe bazgroły, lub poskładane na ekranie literki, czytamy i czujemy jak w zmęczonym codzienną rutyną mózgu otwierają się zapomniane, szufladki, małe, czasem niechciane, zamykane na kluczyk, zakurzone.

Różne rzeczy chowamy do szuflady, a czasem coś zapisujemy…Fenomen polega na tym, że jak się te szuflady otwierają to pełne są skarbów. Nawet jeśli uprzednio schowaliśmy w nie żrąco trujące śmieci.